wtorek, 12 lipca 2016

Po burzy

Jest lipiec, czyli są też i burze, które mają to do siebie, że powodują awarie sieci energetycznej lub celowe wyłączenia "na wszelki wypadek". Niektórym to przeszkadza, gdyż nie mogą obejrzeć 1487 odcinka ulubionego serialu, albo naładować akurat w tym momencie "padającego" smartfona. Inni się cieszą, gdyż w wielu domach takie przerwy w dostawie prądu sprzyjają powstawaniu nowego życia :-).
Jest też i trzecia grupa. Gdy deszcz ustanie a grzmoty pójdą precz, na łąkach, polach i w ogrodach pojawiają się mikrofolanie, czyli miłośnicy kropli fotografowania :-).
Wczorajszy burzowy deszczyk zakończył się dość późno. Zrobienie satysfakcjonującego ujęcia jest utrudnione przez możliwość poruszenia aparatem na tyle, że zdjęcie będzie wyglądało, jak to:

Lumix FZ200 + DCR-250 + IrfanView
  
albo będzie mało interesujące, jak to:

Lumix FZ200 + DCR-250 + IrfanView

- Aparat do kitu - powie niejedna osoba.
- Kiepsko, bo bez "Fotoszopa" - powie inna.
- Fotograf do d... - zauważy większość ;-).
A no właśnie. Czy rzeczywiście zdjęcie musi być nienaganne technicznie, unikatowe w skali świata, by móc się nim cieszyć i/lub komuś je pokazać? Oczywiście, że nie. Ważne, by podobało się nam, albo... spełniało określony cel. Te wyżej, z mojego punktu widzenia, nie są za fajne, natomiast spełniają swój cel. Pozwoliły... stworzyć ten wpis :-D.
Dlatego czasem warto się zastanowić czy taką nie do końca udaną fotografię od razu trzeba kasować, czy może zostawić, by w przyszłości znaleźć dla niej odpowiednie zastosowanie.
A na ujęcie, z którego będziemy naprawdę zadowoleni, zawsze warto poczekać. Wystarczy, że zmienią się warunki i tym samym aparatem możemy zrobić zdjęcie o wiele bardziej satysfakcjonujące.

Lumix FZ200 + DCR-250 + IrfanView