Bzygi to wdzięczny temat do uwieczniania na zdjęciach, tym bardziej, że dają się łatwo fotografować. Owszem, jak się będziemy przy nich szarpać, to uciekną, ale jak ktoś chce pobawić się w makro i potrafi poruszać się w zwolnionym tempie, to ma szansę na uwiecznienie takiego stworzonka.
Zacznijmy od kwiatka. Może być taki:
Najfajniejsze są chyba te wąsiki wyglądające jak czułki owada z planety X3B14L159U26E5 :-).
Mając już kwiatek można posadzić na nim bzyga. Na przykład takiego:
No dobrze. Bzyg przyleciał sam. Kwiatek też urósł sam, więc tak naprawdę nikt nikogo na niczym nie sadzał :-). Ale jak już się pojawił, to trzeba skorzystać z okazji i zrobić kilka ujęć.
- Czemu tak kolorystycznie-monotematycznie i żółciowo-przepaleniowo? - mógłby ktoś zapytać.
- Bo nawet nie mam ochoty się przyłożyć do wpisu, gdyż jest zimno i przeważnie pochmurno, choć już koniec kwietnia. Dlatego zdjęcia z szuflady zamiast z natury. Chciałbym też, by ci, co czują się podobnie do mnie, poczuli również, że nie są sami w oczekiwaniu na prawdziwą wiosnę - odpowiedziałbym.
- To pokaż jeszcze mnie, pokaż mnie! - zaszemrało z czeluści szuflady.- Proszę bardzo - odpowiedziałem. - Bzygiem co prawda nie jesteś, ale skoro zaczęło się na zielono to i skończyć może w tym samym kolorze :-).






