Wzeszedło słońce.
- Łaaaał!!! Pięknie wzeszedło!!!
Cienie kładły się na trawie niczym łany (tuły, albo friły ;-)) zburz dotkniętych zarazą.
Cienie kładły się na trawie niczym łany (tuły, albo friły ;-)) zburz dotkniętych zarazą.
W śrut nich wylegiwały się ogrodowe gumowce czekając na wieczorny zbiur.
Normalnie jesienna sielanka.
Prawda, jaki piękny, poetycki wstęp? ;-) Taki "ortograficzno-stylistyczno-logiczny". Chyba zrobię wpis na bloga. Wpis, jakich wiele w internecie. Ortograficzno-stylistyczno-logicznych.
Ciekawe, czy to po grzybowej z tych przesmacznych okazów ;-).
Ciekawe, czy to po grzybowej z tych przesmacznych okazów ;-).
- Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości - powiedziała przyglądająca się moim poczynaniom mucha. - Chcesz gumę? Fajna. Balonowa.
- Taaa... - pomyślałem. - Coś w tym chyba jest, skoro nie dziwi mnie mucha balonowa :-). Ciekawe, co jeszcze? Rozglądam się i... a jakże! Patrzę sobie raz, motylek na kwiatek wlazł.
Patrzę wnet dwa i już go nie ma.
- A może wcale mnie tam nie było, skoro jestem tutaj - rzecze motyl, popijając z kwiatka. INNEGO kwiatka.
- To ja już może niczego nie będę rozważał i po prostu pozostawię resztę zrobionych zdjęć do obejrzenia. Tak po prostu. A zupkę wyleję :-).
Jesienią to było. Ostatnie ładne dni. Ale wiosna jest już blisko.
Naprawdę blisko :-).
I to nic, że miejscami przepalona :-D.













