poniedziałek, 25 lipca 2016

Z bliska

W robieniu zdjęć z bliska fajne jest to, że przy odrobinie wyobraźni można się poczuć, jakbyśmy trafili do innego świata. Gdy "schowamy się" za wizjerem aparatu (to takie szkiełko w NIEKTÓRYCH modelach, do którego da się przyłożyć oko; najlepiej swoje, dla lepszych doznań :-)) i "zanurkujemy w krzaczorach", to, co zobaczymy, może się okazać bardzo, bardzo bajkowe. A jak jeszcze efekt naszych "nurkowań" przeniesiemy do komputera, obraz na ekranie monitora może zaprzeć dech w piersiach. Od nas zależy, czy tego zaparcia ;-) dostaniemy od ilości wizualnych "przeszkadzajek", otaczających główny motyw:

E-PL3 + 14-150 + DCR-250 + IrfanView

E-PL3 + 14-150 + DCR-250 + IrfanView

czy od swego rodzaju prostoty:

E-PL3 + 14-150 + DCR-250 + IrfanView

czy od feerii barw, pomimo że... no przecież to mucha jest, fuj! :-):

E-PL3 + 14-150 + DCR-250 + IrfanView

 A gdy bateryjka w aparacie już się skończy, mieszkańcy bajkowego świata staną się zbyt up... rzejmi ;-) w zachęcaniu nas do opuszczenia ich środowiska, podgryzając w różne, przeważnie trudno dostępne części ciała, ubranie pokryje się pyłkiem, sokami i innymi substancjami, niekoniecznie już bajkowymi, odejmiemy aparat od oka, spojrzymy na prawdziwy świat i zobaczymy to:

E-PL3 + 14-150 + IrfanView

...to wtedy co? :-) 

Jeden się wzdrygnie, paszczą zamlaszcze,
"Co ja tu robię, przecież to chaszcze".
Inny, przeciwnie, wróci w krzaczory,
Dalej (p)o(d)glądać bajkowe stwory.

;-)

E-PL3 + 14-150 + DCR-250 + IrfanView

Braaaawo!!! ;-D

środa, 20 lipca 2016

Wakacyjnie tudzież językowo

Wiecie, że słowo "tudzież" oznacza to samo, co "i", natomiast nie oznacza tego samego, co "lub", i że "bynajmniej" to zaprzeczenie lub wzmocnienie zaprzeczenia, a nie potwierdzenia?
A co ze zdjęciami zrobionymi  w "dwutysięcznym ósmym" roku? A no to, że one rzeczywiście zostały zrobione w "ósmym", tyle że w dwa tysiące ósmym.
Zaprzyjaźniona bibliotekarka co trochę mi przypomina, żebym nie robił takich błędów. Ma rację. Warto wiedzieć, co się mówi/pisze, gdyż większa jest szansa na to, że zbyt często nie zrobimy z siebie językowej pierdoły ;-). Takich błędów, wbudowany w stronę czy program "mechanizm poprawiający" nie wyłapie, bo nie jest nami i nie wie, co mamy na myśli. A szkoda, bo czasem to by się co poniektórym przydało ;-).
No dobrze. Ale jaki to ma związek ze zdjęciami?
Taki, że na nich też zdarzają się błędy.
Na przykład to, zrobione w DWA TYSIĄCE ósmym roku:


Samsung Pro815 + IrfanView
 
TUDZIEŻ to, zrobione rok później:
 
Samsung Pro815 + IrfanView


są technicznie... skopane.
Dlaczego?
Pierwsze "leci w lewo", a mówiąc ściślej, ma przechylony horyzont. Nawet statek w tle zaczął się zsuwać do krawędzi a i mewa podąża w tamtym kierunku ;-). Wszystko przez tą "krzywość" :-). Jak się weźmie takie zdjęcie, mewę i statek, można się spodziewać "lewokrawędziowej katastrofy marynistycznej" :-). A w obliczu takiej katastrofy o "przepaleniach", czyli zbyt białych miejscach, już nawet nie wypada wspominać ;-).
Drugie zdjęcie na szczęście nie jest tak dramatyczne, za to ma zły balans bieli (za dużo niebieskiego), jest również przepalone i pozornie przedstawia "niewiadomoco" :-).
Czyli co? Do skasowania?
BYNAJMNIEJ :-).
Te zdjęcia może nie są tak satysfakcjonujące jak to:

Samsung Pro815 + IrfanView

TUDZIEŻ to:

Fujifilm HS10


ale jednak są... tylko mniej, bo zawierają:
- wartość sentymentalną, która jest bezdyskusyjna.
- wartość historyczną ;-), pozwalającą określić stopień zaawansowania zarówno sprzętu, jakim je robiliśmy, jak i naszych umiejętności, które są do du...żych poprawek :-).
A może jednak "były"?
No właśnie. Czasem warto sobie przypomnieć, co, czym i jak kiedyś fotografowaliśmy. Można być pozytywnie zaskoczonym. A jak nie, kolejne zdjęcia wystarczy robić, pamiętając o horyzoncie, balansie bieli, przepaleniach i... instrukcji obsługi aparatu. Czasem się przydaje :-).

czwartek, 14 lipca 2016

Z daleka

Lubię ptaki. Fotografować, chociaż kurczaczkiem na talerzu też nie pogardzę :-). W końcu człowiek, to  drapieżnik. Nawiasem mówiąc, ciekawe, czy z tego powodu, że jesteśmy drapieżnikami, co jakiś czas się... drapiemy? ;-)
Do zrobienia satysfakcjonującego zdjęcia kosa, zięby, czy drozda wystarczy kawałek ogródka, trochę cierpliwości, aparat zwany "superzoomem" (jak nie ma, to tej cierpliwości powinno być więcej) i czasem... tolerancja na elementy współczesnej architektury :-). W przeciwnym razie potrzebna nam będzie czatownia (byle nie ta do pogaduszek przez Internet), ewentualnie ambona (kościelna się nie nadaje), lustrzanka, "bigma" (szukajcie a znajdziecie ;-)), maskowanie oraz odporność na warunki atmosferyczne połączona z akceptacją różnych żyjątek, które na pewno będą próbowały  się z nami zaprzyjaźnić, miziając to tu, to tam :-).
Oj, dużo tego... Dla mnie, za dużo :-). Dlatego wolę... taras :-D.
Taras ma to do siebie, że przeważnie spełnia inną rolę niż czatownia. Najczęściej bywa tak, że aparatu na tarasie nie mamy, za to ptaki w ogródku są. I odwrotnie :-). Dlatego warto mieć "superzooma" przy sobie, albo chociaż trzymać go na tarliczku*, tyle że wtedy trzeba uważać, by nie umazać go musztardą :-).
Jak już ptaki przylecą, zaczynamy robić zdjęcia. Bez opuszczania tarasu możemy zrobić takie:

FZ200 + IrfanView

ale to trochę daleko. Niewiele widać i właściwie więcej tu krzaka niż ptaka :-).
Można też taras opuścić i "ustrzelić" takie:

FZ200 + IrfanView

tyle że do gołębia wcale nie jest potrzebny ogródek. Wystarczy mieszkanie w mieście, balkon i sąsiadka wyrzucająca okruszki przez okno :-).
Czasem jednak zdarzy się i właściwa odległość, i obiekt, i warunki oświetleniowe:

FZ200 + IrfanView


tylko co z tego, skoro usytuowanie tarasu powoduje, że satysfakcja ze zrobionego zdjęcia musi uwzględnić elementy współczesnej architektury :-).
No a jak nie chce uwzględnić, to co? Tragedia? Porażka? Eeee tam... Wystarczy posiedzieć dłużej na tarasie. Przecież cierpliwość, to podstawa satysfakcjonującej fotografii. Zwłaszcza tarasowej :-).


---
* - tarliczek - stoliczek tarasowy :-).


wtorek, 12 lipca 2016

Po burzy

Jest lipiec, czyli są też i burze, które mają to do siebie, że powodują awarie sieci energetycznej lub celowe wyłączenia "na wszelki wypadek". Niektórym to przeszkadza, gdyż nie mogą obejrzeć 1487 odcinka ulubionego serialu, albo naładować akurat w tym momencie "padającego" smartfona. Inni się cieszą, gdyż w wielu domach takie przerwy w dostawie prądu sprzyjają powstawaniu nowego życia :-).
Jest też i trzecia grupa. Gdy deszcz ustanie a grzmoty pójdą precz, na łąkach, polach i w ogrodach pojawiają się mikrofolanie, czyli miłośnicy kropli fotografowania :-).
Wczorajszy burzowy deszczyk zakończył się dość późno. Zrobienie satysfakcjonującego ujęcia jest utrudnione przez możliwość poruszenia aparatem na tyle, że zdjęcie będzie wyglądało, jak to:

Lumix FZ200 + DCR-250 + IrfanView
  
albo będzie mało interesujące, jak to:

Lumix FZ200 + DCR-250 + IrfanView

- Aparat do kitu - powie niejedna osoba.
- Kiepsko, bo bez "Fotoszopa" - powie inna.
- Fotograf do d... - zauważy większość ;-).
A no właśnie. Czy rzeczywiście zdjęcie musi być nienaganne technicznie, unikatowe w skali świata, by móc się nim cieszyć i/lub komuś je pokazać? Oczywiście, że nie. Ważne, by podobało się nam, albo... spełniało określony cel. Te wyżej, z mojego punktu widzenia, nie są za fajne, natomiast spełniają swój cel. Pozwoliły... stworzyć ten wpis :-D.
Dlatego czasem warto się zastanowić czy taką nie do końca udaną fotografię od razu trzeba kasować, czy może zostawić, by w przyszłości znaleźć dla niej odpowiednie zastosowanie.
A na ujęcie, z którego będziemy naprawdę zadowoleni, zawsze warto poczekać. Wystarczy, że zmienią się warunki i tym samym aparatem możemy zrobić zdjęcie o wiele bardziej satysfakcjonujące.

Lumix FZ200 + DCR-250 + IrfanView

niedziela, 10 lipca 2016

Z bliska i z daleka

Będąc wczoraj na wycieczce w Krakowie, przypomniałem sobie, że wirtualna szuflada ze zdjęciami, gdzieś w swoich czeluściach skrywa fotografię, fajnie ilustrującą tytuł tego bloga. A że wczorajsza myśl przetrwała do dziś, po krótkich negocjacjach z dyskiem twardym na którym fowilada* znalazła swój dom, udało mi się wspomniany obraz pozyskać na potrzeby tego posta ;-).
 
Sigma DP1 Merrill + SPP + Gimp + IrfanView

Tym razem pozwoliłem sobie na większą ingerencję w zdjęcie. Poza podstawowymi czynnościami typu przycięcie, kolor, kontrast, jasność, ostrość... lekko wyprostowałem walące się budynki :-).
Po co?
To proste. Żeby były proste :-).


---
* - fowilada - fotograficzna, wirtualna szuflada, czy jak kto woli, wirtualna szuflada ze zdjęciami :-).


piątek, 8 lipca 2016

Na dzień dobry

Inspirowany tym blogiem oraz zachęcany przez jego autorkę do "zrobienia czegoś" ze swoją fotograficzną, wirtualną szufladą, po długich przemyśleniach okupionych bólem głowy i ogólną niestrawnością ;-), doszedłem do wniosku, że może warto założyć bloga ze zdjęciami... jakich wiele już w sieci można znaleźć :-).
Po co w takim razie, kolejny?
Chyba po to, by pokazać że do zrobienia satysfakcjonującego zdjęcia wcale nie jest potrzebny najdroższy sprzęt, rozbudowany program do edycji i nie wiadomo jakie zdolności, za to wystarczy urządzenie do fotografowania (do zdjęć z bliska przyda się też konwerter makro), trochę wyobraźni, szczypta cierpliwości, narzędzie do podstawowej obróbki obrazu oraz... CHĘCI, bez których, na dłuższą metę, niewiele wyjdzie. I o ile chęć do fotografowania wciąż mam, tak nie wiem, na ile tych chęci wystarczy, jeśli chodzi o prowadzenie bloga ;-).
Jak będzie? Czas pokaże...

Nokia 808 + MSN-202 + IrfanView