Dziś będzie o skoczku różanecznikowym. Właściwie, nie tyle o nim, co on będzie bohaterem satysfakcjonującego zdjęcia. Dlaczego akurat skoczek? Bo nie było nic innego :-). Ogródek, którego najczęściej "używam" jako pleneru, niestety ma to do siebie, że nie zawiera "kwiatostanu" na tyle różnorodnego, by móc codziennie odnajdywać w nim kolejne bajkowo-kolorowe miejsca i stwory. Przeważnie jest zielono i tyle. Kolorowych żyjątek jest mało, za to poziomki są, że ho, ho! Tylko ile można pokazywać poziomki?
No właśnie. Raz wystarczy :-).
Blogerka znana z pierwszego wpisu, weszła mi kiedyś na ambicję, robiąc cudowne zdjęcia zimowych badyli. Jak weszła, tak tam pozostała, bo próbuję, próbuję i ładnego patyka zrobić nie umiem. A ona tak. A robi to jak? Po prostu bierze aparat i idzie w teren z nastawieniem, że coś uwieczni. Czy to będzie badyl, czy motyl, nie ma znaczenia. Liczy się efekt.
Tak główkując, co czasem mi się zdarza ;-), doszedłem do wniosku, że skoro patyki mi nie wychodzą (czekaj, zaprzyjaźniona fotoblogerko! Ну, погоди! ;-)), to może "jakieś coś" innego? :-) Ale co?
- Nie wiem, ale się dowiem, jak wlizę w chaszcze - pomyślałem.
Wziąłem więc aparat w garść i polazłem między krzaczory. Te zielone, bo jak już wspominałem, innych akurat nie ma. Tym razem zabrałem jeszcze ze sobą odpowiednie nastawienie, czyli bliskiego towarzysza satysfakcji; efekt główkowania ;-).
I co? A no to:
- No dobrze, ale co w tym satysfakcjonującego?
- To, że mamy kolorowego stwora.
- Gdzie???
- No tam, po środku.
- Czekaj, lupę wezmę... Taki mały??? I to cię satysfakcjonuje?
- Jeszcze nie, ale będzie.
- A że liść uciąłeś, zauważyłeś?
- No... nie :-(.
- A to, że gadasz sam ze sobą?
- Teraz już tak, ale to dlatego, że lubię rozmawiać z mądrymi ludźmi ;-).
- Z brodą.
- Mogą być i z brodą.
- Dowcip z brodą.
- Ale ja też mam.
- Dowcip?
- Nie, brodę.
- Ten meszek nazywasz brodą? To chyba jakiś dowcip?
- No nie! Zarastam od tygodnia, a ty to nazywasz dowcipem... znaczy meszkiem?
- Przecież nie brodą.
...
I tak dalej :-).
Co ciekawe, ta "rozmowa" podziałała na skoczka albo zajmująco, albo hipnotyzująco, albo... usypiająco :-), bo chwilę później mamy już takie zdjęcie:
A następnie takie:
I tutaj mógłbym zakończyć polowanie na satysfakcjonujące ujęcie, ale...
- Ej, ty, fotografista, oszukujesz. To wcześniejsze zrobiłeś kilka dni temu. Poznaję, bo
to mój kumpel jest... a właściwie był... Skoczył, biedaczek ;-). Tak, czy siak,
nieładnie.
- No fakt, zrobiłem wcześniej, ale tak ładnie pasował do koncepcji "stopniowanego przybliżania w celu usatysfakcjonowania" :-), że nie mogłem się powstrzymać. Przepraszam, zachowałem się jak typowy przedstawiciel ludzkości (czyli człowiek, jakby ktoś nie skojarzył ;-)) który nakłamie bez zmrużenia oka, byle tylko osiągnąć cel - odpowiedziałem usprawiedliwiająco, zastanawiając się, co takiego jest w liściach różanecznika, że gadam z owadem ;-). - Już się poprawiam - dodałem w myślach. A może to było na głos? ;-)
- Może być?
Tego już się nie dowiedziałem, bo mój adwersarz... też skoczył, jak jego kolega ;-).
Jednak "na ogrodzie ponoć gadajom", że na rododendronach (czyli różanecznikach) kolejki się ustawiają ;-).
Czyżby do "oszukańczego" fotografisty, który znowu wykorzystał zdjęcie zrobione kilka dni wcześniej? :-)