Dzisiejszy dzień rozpoczął się ponuro. Nie żebym wstał z marsem na czole (spożyłem go już wcześniej :-)). Po prostu pogoda nie dopisała. A jak nie ona, to może ja chociaż coś dopiszę :-). Do bloga.
Słońca nie było. To znaczy, nie było widać, bo pewnie gdzieś tam za chmurami urzędowało. Z chmur poleciał deszcz. A jak już poleciał, to do działkowych roślinek doleciał. Co ciekawe, niektórych kwiatków nie tknął. O, na przykład tego:
Być może, to wina obcego z jednym rubinowym okiem, który pochłonął całą wodę. A może to tylko takie moje urojenia po marsie, albo Marsie :-). Tak, czy siak, wody na kwiatku brak :-D.
Za to na listkach cosik już znaleźć można. Na jednych niewiele, co kot napłakał.
Na innych więcej...
...i więcej...
...i... już.
Gutnajt :-).



