Czasem bywa tak, że możemy nie być zadowoleni ze zdjęcia... całymi latami.
"Jak to możliwe?" - ktoś by mógł spytać.
"Jak to możliwe?" - ktoś by mógł spytać.
Udając, że nie rozumiem pytania, odpowiedziałbym - na przykład tak:
Brakuje kawałka stawu, i jak by nie podejść do ujęcia, telefonem, czy prostszym aparatem całości nie uchwycimy. Rozwiązania są dwa (no dobrze, trzy, ale "na Supermana" się nie liczy :-)). A przynajmniej ja tyle znam :-). Albo "oszukamy" i zrobimy "panoramę", albo poszukamy aparatu z "szerszym" obiektywem (krótszą ogniskową) lub samego obiektywu, jeśli mamy do czego go przyczepić. Ten pierwszy sposób jakoś mi nie podchodzi, bo jakby nie patrzeć, "fałszuje" rzeczywistość, a przynajmniej ją nagina (to nie jest jedno zdjęcie), zwłaszcza, gdy się nie pochwalimy, że to, co pokazujemy, to "panorama".
"Ale komu to przeszkadza?" - mógłby zapytać ten sam ktoś, co przed chwilą. Chyba, że to był inny "ktoś", a wtedy... ho, ho... "co dwa ktosie, to nie jeden" :-).
- Mnie przeszkadza - odpowiedziałbym takim ktosiom - do tego stopnia, że specjalnie na tę okoliczność zrobię wpis na blogu ;-).
Wpis już jest (to te literki co są wcześniej, teraz i będą za chwilę :-)), pora na właściwe zdjęcie:
Po ośmiu latach ktośprawiedliwiania*, sprzętu nieposiadania i na niego odkładania ;-), udało się zrealizować cel, jakim było wykonanie tego "jednego jedynego" ujęcia.
Jednak najekscytujniejsze** ;-) w tym wszystkim jest to, że jadąc po to "jedno jedyne" ujęcie, można osiągnąć coś zupełnie odmiennego. Bo przecież to:
jest chyba bardziej satysfakcjonujące niż to:
Miejsce, czas i kolejność robienia zdjęć ta sama, jak przy dwóch pierwszych fotografiach, a efekt jakże odmienny :-).
---
* - ktośprawiedliwianie - usprawiedliwianie swoich poczynań, na podstawie tego, co ktoś powiedział ;-)
** - najekscytujniejsze - najbardziej ekscytujące ;-)


